Floating

Bence Bakonyi „Floating No. III”, fotografia (fragm.), 2013. LUMAS gallery. Budapeszt 2014

 

„Ludzie myśleli wtedy, że coś ze mną nie tak. Nie mówili tego, ale dało się odczuć. Myślę, że to, co przeżyłem, to było… po raz pierwszy w życiu naprawdę czułem, że żyję. To przerażające, bo zaraz za tym idzie świadomosć śmierci. Życie i śmierć idą w parze. Ten impuls – myśląc o Walcie Whitmanie, myślisz o Źdźbłach trawy. Będąc połączonym ze wszystkim jesteś też połączony ze śmiercią.
Czułem się, jakbym unosił się nad ziemią. Wznosiłem się nad drogę… obserwowałem światła zmieniające się z czerwonego na zielone i myślałem: ‘Jakie to cudowne’.”

„My Dinner with Andre”, 1981, reż. Louis Malle
 

Kompozytorzy! Potężni mistrzowie!
I wy, wspaniali śpiewacy ze starych krain soprani! tenorzy! basy!
Do was nowy bard, wolny, kolędujący na Zachodzie,
W pokłonach przesyła swe pozdrowienia.

(Tacy prowadzili do ciebie o Duszo!
Wszystkie zmysły, widowiska i przedmioty, zdążają do ciebie,
Lecz teraz, wydaje mi się, dźwięk przewodzi wszystkiemu).

Daj mi dotknąć wszystkich dźwięków,
Napełnij mnie wszystkimi głosami kosmosu,
Wyposaż mnie w ich pulsy natury także,
Burze, wody, wiatry, opery, pieśni, marsze i tańce,
Całe wlejcie się ja was wszystkie wchłonę.
(…)
Wtedy łagodnie przebudziłem się,
I wyczekując przez chwile, nie dowierzałem muzyce z mego snu
I przesłuchując wszystkie te reminiscencje burzy w jej szale,
I wszystkie te pieśni sopranów i tenorów,
I te ekstatyczne wschodnie tańce religijnej żarliwości,
I słodka rozmaitość instrumentów i diapazony organów,
I cały naturalny lament miłości i żalu i śmierci,
I powiedziałem do milczącej zaciekawionej duszy opuść łóżko
mojej alkowy
Chodź, gdyż znalazłem sedno tego co tak długo szukałem,
Chodźmy odświeżyć się w dniu,
Radośnie odmierzając życie, idąc w świat, ten prawdziwy,
Pokrzepieni na przyszłość przez nasz niebiański sen.

Ponadto powiedziałem,
Poprzez przypadek to czego wysłuchałaś o Duszo, to nie był
szum wiatrów,
Ani sen o szalejącym sztormie, ani bijące skrzydła rybitwy,
Ani flety, ani harfy, ani trąbki obozowe;
Ale do nowych rytmów przeznaczonych dla ciebie,
Wiersze, pomost od życia do śmierci, niewyraźnie tchnięte
w powietrzu nocy, nieuchwytne, nienapisane,
Które pozwalają nam w dzień iść odważnie naprzód i pisać.

Walt Whitman Dumna muzyko burzy (fragm. przeł. Adam Lizakowski) w: Źdźbła trawy (1900)

 

„Most people I met thought there was something wrong with me. They didn’t say that, but I could tell that that was what they thought. But… you see, what I think I experienced… was… for the first time in my life… to know what it means to be truly alive. Now, that’s very frightening… because with that comes an immediate awareness of death… ’cause they go hand in hand. You know, the kind of impulse that led to Walt Whitman, that led to Leaves of Grass. That feeling of being connected to everything… means to also be connected to death.
But I really felt as if I were floating above the ground, not walking. You know, and I could do things like go out to the highway… and watch the lights go from red to green and think: ‚How wonderful’.”

„My Dinner with Andre”, 1981, dir. Louis Malle
 

Composers! mighty maestros!
And you, sweet singers of old lands, soprani, tenori, bassi!
To you a new bard caroling in the West,
Obeisant sends his love.

(Such led to thee o Soul,
All senses, shows and objects, lead to thee,
But now it seems to me sound leads o’er all the rest.)

Give me to hold all sounds,
Fill me with all the voices of the universe,
Endow me with their throbbings, Nature’s also,
The tempests, waters, winds, operas and chants, marches and dances,
Utter, pour in, for I would take them all!
(…)
Then I woke softly,
And pausing, questioning awhile the music of my dream,
And questioning all those reminiscences, the tempest in its fury,
And all the songs of sopranos and tenors,
And those rapt oriental dances of religious fervor,
And the sweet varied instruments, and the diapason of organs,
And all the artless plaints of love and grief and death,
I said to my silent curious soul out of the bed
of the slumber-chamber,
Come, for I have found the clew I sought so long,
Let us go forth refresh’d amid the day,
Cheerfully tallying life, walking the world, the real,
Nourish’d henceforth by our celestial dream.

And I said, moreover,
Haply what thou hast heard o Soul was not the sound of winds,
Nor dream of raging storm, nor sea-hawk’s flapping wings,
Nor flutes, nor harps, nor the bugle-calls of camps,
But to a new rhythmus fitted for thee,
Poems bridging the way from Life to Death, vaguely wafted in night
air, uncaught, unwritten,
Which let us go forth in the bold day and write.

Walt Whitman Proud Music of the Storm (Leaves of Grass, 1900)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s