Znak w przestrzeni

Michael Buthe „Die Heilige Nacht der Jungfräulichkeit”, spiralnie spleciony żelazny świecznik, 1992. Instalacja przestrzenna przygotowana na IX Documenta. Dom Sztuki (Haus der Kunst). Monachium 2016

Michael Buthe „The Holy Night of Virginity”, spirally entwined iron chandelier, 1992. Spatial installation for Documenta IX. House of Art (Haus der Kunst). Munich 2016

 

„Kiedyś po drodze zrobiłem znak w pewnym punkcie przestrzeni, właśnie po to, żeby móc go odnaleźć po dwustu milionach lat, jak będziemy to miejsce mijali następnym razem. Jaki to był znak? Trudno wytłumaczyć, bo jak mówię ‚znak’, to zaraz myślicie o czymś, co się od czegoś odróżnia, a tam nie było nic, co by się od czegokolwiek odróżniało; myślicie zaraz o znaku zrobionym za pomocą jakiegoś narzędzia albo rękami, a przecież wtedy nie było nie tylko narzędzi, ale nawet rąk, zębów ani nosów – wszystko to mieliśmy kiedyś uzyskać, ale dopiero dużo, dużo później. Nadać znakowi jakąś formę, powiadacie, że to żaden problem, bo forma może być jakakolwiek, wystarczy, żeby znak był znakiem, czyli żeby był różny od innych znaków albo właśnie taki jak inne; cóż, łatwo wam mówić, ale ja w tamtych czasach nie miałem przykładów, na które mógłbym się powołać, mówiąc, że robię znak taki sam czy też że robię inny, nie było rzeczy, które mógłbym naśladować, nie wiedziało się nawet, co to jest linia, prosta albo krzywa, czy też punkt, czy wypukłość albo zagłębienie.

Tak więc planety odbywały swoją drogę, a Układ Słoneczny swoją, toteż bardzo prędko zostawiłem swój znak za sobą i rozdzieliły mnie z nim niezmierzone przestrzenie. I już od razu nie mogłem się powstrzymać od myślenia o tym, jak napotkam go znowu i rozpoznam, i jak to będzie przyjemnie powrócić z tej bezkresnej, bezimiennej przestrzeni po stu tysiącach lat świetlnych wędrówki, w czasie której nie napotkam nic, co byłoby mi znane – nic przez setki wieków, przez tysiące stuleci, i zobaczyć ten znak na swoim miejscu, taki sam, jakim go zostawiłem, niby nic takiego, a przecież z tym, można rzec, nieomylnym piętnem, jakie mu nadałem.

W całej tej karuzeli tylko mój znak pozostawał nieruchomy, w jakimś swoim punkcie, z dala od jakiej bądź orbity (robiąc go, wychyliłem się trochę poza granice Galaktyki, tak żeby pozostał na uboczu i żeby wirowanie tych wszystkich światów wcale go nie dotyczyło), w jakimś punkcie, który nie był już zwyczajnym, jakimkolwiek punktem, z chwilą, kiedy stał się jedynym, co do którego można było mieć pewność, że tam jest, i w zależności od niego określać położenie innych punktów.

Unoszony na krawędzi Galaktyki, nasz świat żeglował po najdalszych przestworzach, a znak był wciąż tam, gdzie go zostawiłem, żeby ów punkt oznaczyć, i oznaczał zarazem mnie, unosiłem go z sobą, mieszkał we mnie, posiadał mnie całkowicie, pośredniczył między mną a każdą rzeczą, do jakiej mógłbym chcieć się ustosunkować”.

Italo Calvino Znak w przestrzeni (fragm.), w: Wszystkie opowieści kosmikomiczne (2005), przekład Barbara Sieroszewska

 

„Arabian prince, magician, master of ceremonies and traveller between worlds: Michael Buthe (1944–1994) is one of the most vivid personalities of the German art scene.

Michael Buthe’s work creates a vital narrative atmosphere in which colours, signs and found objects from everyday life from his own and foreign cultures are arranged into mythical symbols and play worlds. (…) Starting in the 1970’s, Buthe lived between Cologne and Marrakesh, and was conceived as a wanderer between worlds just as was his contemporary Joseph Beuys. In the exhibition in Munich’s Haus der Kunst as well, fabric pictures, drawings, assemblages and spatial installations call on the viewer to set off on this journey, to open up an inner orient (…)”.

Natalie Göltenboth My inner Marrakesh (fragm.)

 

„Once, as I went past, I drew a sign at a point in space, just so I could find it again two hundred million years later, when we went by the next time around. What sort of sign? It’s hard to explain because if I say sign to you, you immediately think of a something that can be distinguished from a something else, but nothing could be distinguished from anything there; you immediately think of a sign made with some implement or with your hands, and then when you take the implement or your hands away, the sign remains, but in those days there were no implements or even hands, or teeth, or noses, all things that came along afterwards, a long time afterwards. As to the form a sign should have, you say it’s no problem because, whatever form it may be given, a sign only has to serve as a sign, that is, be different or else the same as other signs: here again it’s easy for you young ones to talk, but in that period I didn’t have any examples to follow, I couldn’t say I’ll make it the same or I’ll make it different, there were no things to copy, nobody knew what a line was, straight or curved, or even a dot, or a protuberance or a cavity.

So as the planets continued their revolutions, and the solar system went on in its own, I soon left the sign far behind me, separated from it by the endless fields of space. And I couldn’t help thinking about when I would come back and encounter it again, and how I would know it, and how happy it would make me, in that anonymous expanse, after I had spent a hundred thousand light-years without meeting anything familiar, nothing for hundred of centuries, for thousands of millennia; I’d come back and there it would be in its place, just as I had left it, simple and bare, but with that unmistakable imprint, so to speak, that I had given it.

Slowly the Milky Way revolved, with its fringe of constellations and planets and clouds, and the Sun along with the rest, toward the edge. In all that circling, only the sign remained still, in an ordinary spot, out of all the orbit’s reach (to make it, I had leaned over the border of the Galaxy a little, so it would remain outside and all those revolving worlds wouldn’t crash into it), in an ordinary point that was no longer ordinary since it was the only point that was surely there, and which could be used as a reference point to distinguish other points.

Transported by the sides of the Galaxy, our world went navigating through distant spaces, and the sign stayed where I had left it to mark that spot, and at the same time it marked me, I carried it with me, it inhabited me, possessed me entirely, came between me and everything with which I might have attempted to establish a relation”.

Italo Calvino A Sign in Space (fragm.), in: Cosmicomics (1969), translated by William Weaver

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s