Między melodią a mową

Joan Miró „Painting”, 1930. Wystawa „The Surrealist Movement from Dalí to Magritte – Crisis and Rebirth in 1929”, Węgierska Galeria Narodowa (Magyar Nemzeti Galéria). Budapeszt 2019

„Przed jego oczyma, zamkniętymi dla rzeczy ziemskich, otworzył się inny świat.
Zdawało mu się, że jest na wsi i patrzy na niebo podczas zachodu słońca. Niebo wyglądało jak szmaragdowy ocean pokryty złotymi i srebrzystymi wyspami, które zaludniały dziwne postacie ludzkie, zwierzęce i roślinne.
– Oczywiście mam gorączkę – myślał chory – ale co mi szkodzi patrzeć, kiedy to takie zabawne?…
Więc patrzył na ów nowy kraj uśmiechając się sceptycznie jak człowiek, któremu pokazują niknące obrazy i opowiadają bajki.
Przede wszystkim uderzył go wygląd przedmiotów. Liście drzew miały, jak i u nas, kolor zielony, kora brunatny, piasek był żółty, ziemia szara, kwiaty różowe, białe, niebieskie, ale wszystkie te barwy cechowały się niepojętą delikatnością i blaskiem… Takie barwy można widzieć tylko na obłokach albo w kroplach rosy. (…) Zdawało się też, że przy mocniejszym natężeniu wzroku można dojrzeć snujące się jak obłoki myśli w głowach i zmieniające się barwy uczucia w sercach ludzkich.
Prócz tego każde drgnienie kamieni, szelest liści, powiew wiatru, nawet zmiana człowieczej fizjonomii ogłaszały się delikatnym szmerem, który środkował między melodią a mową i albo coś tam od siebie tłumaczył i opowiadał słuchaczowi, albo z innymi głosami łączył się w jakąś obszerniejszą melodię czy rozleglejsze opowiadanie. Tym sposobem, nie przeszkadzając sobie, rozmawiały pojedyncze kwiatki i cały las, krople wody i ocean, ziarna piasku i niezmierne łańcuchy gór. Dla zbadania zaś tajemnic natury nie było potrzeba żadnych specjalnych metod, bo każda rzecz sama odsłaniała i opowiadała swoje tajniki zarówno malowniczym i dźwięcznym jak prostym i jasnym językiem.
(…) spostrzegł, że z jego serca wysnuwa się tysiące promieni, jakby złotych nici, które biegły w stronę ziemi i czepiały się jedne grobu rodziców, inne domu gdzie przepędził dzieciństwo, inne drzew, pod którymi biegał, kamieni, na których siadał zmęczony, krynicy, skąd pijał wodę. Jeszcze inne serdeczne promyki zahaczały o jego kolegów, o ulubione książki, o znajome panny, nawet o gazety i paradyz w teatrze.
Były to wszystko przedmioty i ludzie, których kochał. Dzięki zaś promieniom czy nitkom, co połączyły go z nimi, jego własne życie w tej chwili spotężniało mu tysiąc razy. Czuł radośc jednego z kolegów, który o tej porze odjeżdżał do domu na święta; drugiego, co wybierał się z wizytą do pewnej miłej panienki, śledził bieg myśli trzeciego, co grał w szachy, i czwartego, który uczył się na egzamin. Słodki smutek płynął mu do duszy od drzew pokrytych śniegiem i od starego domu, w którym wiatr kłapał spróchniałymi okiennicami”.

Bolesław Prus Sen (1890), w: Władca czasu. Polska nowela fantastyczna (1983)

 

Hang Massive The Secret Kissing of the Sun and Moon (2018)

 


 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s