Melancholia wędrowna

Pomnik porucznika Columbo (róg Szent István körút i Falk Miksa utca). Budapeszt 2015

Pomnik ustawiono przy ulicy Miksy Falka, znanego XIX-wiecznego budapeszteńskiego dziennikarza, który według miejskiej legendy miał być dziadkiem Petera Falka (nie był).

„Madame, moja droga Przyjaciółko,
jak to się rzeczy mają. I co nimi kieruje: byle drobiazg. Przeczytałem gdzieś takie zdanie i teraz o nim myślę. I jeszcze jedno: szukamy czy jesteśmy szukani? Nad tym również należałoby się zastanowić. Na przykład ktoś włóczy się wieczorem po ulicach i kawiarniach, bez celu, jak zdarza się mnie, bo cierpię na bezsenność. Kiedyś był przynajmniej Bobi, zakładałem mu smycz i wyprowadzałem go na spacer: miałem pretekst. Teraz Bobi nie żyje, nie mam już nawet pretekstu. Wałęsam się bez sensu, przesiaduję w bistrach, aż przyjdzie pora ich zamykania, potem wychodzę i spaceruję. Lekarz powiedział mi: jest pan klasycznym przypadkiem homo melancholicus. Ale Dürer narysował przecież melancholię na siedząco, zaprotestowałem, do melancholii potrzeba krzesła. Pańska melancholia jest inna, orzekł, to melancholia wędrowna. I zalecił mi ćwiczenia ruchowe.
Wczoraj, na przykład, ruszyłem w kierunku Porte d’Orléans. Prawie tego nie zauważyłem, szedłem i już. (…) Tak kiedyś robiłem, wracałem piechotą, często późno w nocy, ponieważ metro zamykano dość wcześnie, a ja oglądałem do późna filmy dla amatorów ambitnego kina w małej salce na Saint-Germain: L’Age d’Or, Un chien andalou. Coś w tym stylu. Wierzyłem w awangardy. Przyjemnie było myśleć, że są rewolucyjne. W sensie estetycznym, oczywiście. (…) Przesiadując w kawiarni, marzyliśmy o światach możliwych i popijaliśmy jus de pamplemousse. Rano, w aulach Sorbony, stary profesor filozofii, którego nazwiska, w naszej nieskończonej ignorancji, nie znaliśmy, mówił wzniośle o Remords et Nostalgie. Nie mieliśmy pojęcia, co to takiego, lecz fascynowały nas niczym dalekie kraje, które wyobrażamy sobie po drugiej stronie oceanu życia, na odległym brzegu, do którego nigdy nie przybijesz. A jednak”.

Antonio Tabucci Forbidden Games, w: Robi się coraz później. Powieść w formie listów, tłum. Joanna Ugniewska (2002)

 

 

“Madame, my dear Friend,
The way things happen. And what determines their course: a trifle. It’s something I read, and now I’m thinking about it. And then: are we the seekers or the sought? We ought to reflect upon this too. For example, a man wanders, of an evening, through streets and cafes, roaming aimlessly, as I do because I suffer from insomnia. At least I used to have Bobi; I would put on his leash and take him for a walk, it was an excuse. Now that he’s dead, I don’t even have that excuse anymore. I go here and there without logic, I hang out in the bistros until closing time, and then I get up and walk. The doctor told me: you are a classic case of homo melancholicus. But Diirer drew melancholy seated, I objected, for melancholy you need a chair. Yours is a different melancholy, he decreed, it is a mobile melancholy. And he prescribed motor exercise. Yesterday for example I headed in the direction of Porte d’Orléans. To tell the truth, I didn’t realize at that time, I was just walking. (…)
That’s what I used to do, at that time. I would go home on foot, often in the small hours, because the subway closed fairly early and I would stay on to watch art movies in a little cinema in Saint-Germain: L’age d’or, Un chien andalou. Stuff like that. I believed in the avant-garde. It was nice to think they were revolutionaries. Aesthetically, I mean. (…) Sitting in that cafe we drank grapefruit juice and dreamed of possible worlds. In the mornings, in the lecture theatres of the Sorbonne, an old philosophy professor whose name meant nothing to our abysmal ignorance would talk with poetic flights of fancy about Remorse and Nostalgia. We didn’t know what it was all about, but it fascinated us like distant worlds that presumably lie on the other side of the ocean of life, on a remote shore where we will never land. But instead, here we are”.

Antonio Tabucci Forbidden Games (fragm.), in: It’s Getting Later All the Time: A Novel in the Form of Letters, translated by Alastair McEwen (2006)

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s