Wiązka świetlistych promieni w ruchu

Roberto Matta “Years of Fear”, olej na płótnie, 1941. Wystawa “Surrealism and Magic: Enchanted Modernity”, Peggy Guggenheim Collection. Wenecja 2022

„Przestałem już zważać na samochody, które jadą w moim kierunku, i przyglądam się tym jadącym z naprzeciwka, są dla mnie tylko podwójną gwiazdą reflektorów, która rozrastając się, wymiata mrok z mojego pola widzenia, a potem znika nagle za moimi plecami, ciągnąc za sobą coś jakby podmorską luminescencję.

Y ma samochód pospolitej marki podobnie zresztą jak ja. Każda z tych świetlistych zjaw mogłaby się okazać nią, pędzącą do mnie, i przy każdej czuję jakieś poruszenie we krwi, jakby wskutek bliskości, której przeznaczeniem jest pozostanie w ukryciu; miłosny komunikat, przeznaczony tylko dla mnie, miesza się z innymi komunikatami, pędzącymi nitką drogi, a jednak nie potrafiłbym pragnąć z jej strony odmiennego komunikatu. Spostrzegam, że tym, czego najbardziej pragnę, pędząc do Y, wcale nie jest spotkanie z Y: chcę, żeby Y pędziła do mnie, to odpowiedź, jakiej potrzebuję, to znaczy, chcę, żeby ona wiedziała, że ja do niej pędzę, ale zarazem chciałbym wiedzieć, że ona pędzi do mnie. (…)

Siadłem za kierownicą oczywiście po to, żeby dotrzeć do niej jak najprędzej; ale im dłużej jadę, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że moment dotarcia do mety nie jest prawdziwym celem mojej jazdy. Nasze spotkanie, wraz z wszelkimi nieistotnymi szczegółami, jakie zwykle towarzyszą scenie spotkania, gęsta sieć doznań i znaczeń, i wspomnień, która by się przede mną rozwinęła – pokój z filodendronem, lampa z matowego szkła, kolczyki – i rzeczy, które bym wypowiedział, po części błędne lub niezbyt przemyślane, lub też rzeczy, które ona mogłaby powiedzieć, w pewnej mierze bezsprzecznie niestosowne, a w każdym razie niezgodne z moimi oczekiwaniami, i cały kołowrotek nieprzewidywalnych skutków, jakie każdy gest i każde słowo za sobą pociągają, spowiłyby wszystko, co mamy sobie do powiedzenia albo też, co chcemy usłyszeć, obłokiem wrzawy, tak że komunikacja, już trudna przez telefon, okazałaby się tym bardziej zakłócona, stłumiona, jakby pogrzebana pod lawiną piasku.

Dlatego odczułem potrzebę nie tyle mówienia, ile przeobrażenia tych rzeczy w stożek światła o prędkości stu czterdziestu na godzinę, odczułem potrzebę przetworzenia samego siebie w stożek światła poruszający się po autostradzie, ponieważ to pewne, że Y taki sygnał może odebrać i zrozumieć, i że on się nie zatraci w niejasnym chaosie drugorzędnych wibracji, podobnie też ja, odbierając i rozumiejąc rzeczy, które ona ma mi do powiedzenia, nie chciałbym, żeby były czymś innym (a nawet nie chciałbym, żeby ona sama była czymś innym) niż ten stożek światła, który, jak widzę, porusza się po autostradzie z prędkością (mówię tak, na oko) stu dziesięciu, stu dwudziestu kilometrów.

Liczy się to, żeby przekazać wszystko, co jest nieodzowne, a pominąć wszystko, co zbyteczne, zredukować nas samych do zasadniczego komunikatu, do świetlnego sygnału, który porusza się w określonym kierunku, redukując złożoność naszych osób i sytuacji, i wyrazów twarzy, zamykając je w tej puszce cienia, którą reflektory ciągną za sobą i skrywają. Y, którą kocham naprawdę, jest tą wiązką świetlistych promieni w ruchu, a cała reszta jej postaci może być domyślna (…).

Italo Calvino Nocny kierowca (fragm.), w: Wszystkie opowieści kosmikomiczne (2005), przekład Anna Wasilewska

 

“Now I have stopped paying attention to the cars going in my direction and I keep looking at those coming toward me which for me consist only in a double star of headlights which dilates until it sweeps the darkness from my field of vision then suddenly disappears behind me dragging a kind of underwater luminescence after it.

Y’s car is a very common model; like mine, for that matter. Each of these luminous apparitions could be Y speeding toward me, at each one I feel my blood stir as if in an intimacy destined to remain secret, the amorous message addressed exclusively to me is mingled with all the other messages speeding along the superhighway, and yet I couldn’t desire from her a message different from this one. I realize that in rushing toward Y what I desire most is not to find Y at the end of my race: I want Y to be racing toward me, this is the answer I need; what I mean is, I want her to know I’m racing toward her but at the same time I want to know she’s racing toward me. (…)

Of course I took my place behind the wheel in order to reach her as fast as possible; but the more I go forward the more I realize that the moment of arrival is not the real end of my race. Our meeting, with all the inessential details a meeting involves, the minute network of sensations and meanings and memories that would spread out before me — the room with the philodendron, the opaline lamp, the earrings — and the things I would say to her, some of which would surely be mistaken or mistakable, and the things she would say, to some extent surely jarring or in any case not what I expect, and all the succession of unpredictable consequences that each gesture and each word involved would raise around the things that we have to say to each other, or rather that we want to hear each other say, a storm of such noise that our communication already difficult over the telephone would become even more hazardous, stifled, buried as if under an avalanche of sand.

This is why, rather than go on talking, I felt the need to transform the things to be said into a cone of light hurled at a hundred miles an hour, to transform myself into this cone of light moving over the superhighway, because it is certain that such a signal can be received and understood by her without being lost in the ambiguous disorder of secondary vibrations, just as I, to receive and understand the things she has to say to me, would like them to be only (rather, I would like her to be only) this cone of light I see advancing on the superhighway at a speed (I’m guessing, at a glance) of eighty or ninety.

What counts is communicating the indispensable, skipping all the superfluous, reducing ourselves to essential communication, to a luminous signal that moves in a given direction, abolishing the complexity of our personalities and situations and facial expressions, leaving them in the shadowy container that the headlights carry behind them and conceal. The Y I love is really that moving band of luminous rays, and all the rest of her can remain implicit (…)”.

Italo Calvino The Night Driver (fragm.), in: T Zero (1967), translated by William Weaver

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s