Signs in the Sky

Łukasz Patelczyk „Reminiscencja dobrego spaceru”, 120×100 cm, olej na płótnie, 2018. Wystawa „Signs in the Sky”, Galeria Platan. Budapeszt 2018


„Echo II”, 30×40 cm, olej na płótnie, 2018

 

„Złamana różdżka”, 100×80 cm, olej na płótnie, 2018

 

„Spadające gwiazdy”, 120×100 cm, olej na płótnie, 2018

 

„Kompozycja abstrakcyjna III”, 130×200 cm, olej na płótnie, 2017

 

„Kompozycja abstrakcyjna X”, 80×100 cm, olej na płótnie, 2018

 

„Sen Giacoma Leopardiego, poety i lunatyka

Pewnej nocy na początku grudnia 1827 roku, w pięknym mieście Pizie, na via della Faggiola, śpiąc pod dwiema kołdrami, które miały chronić go przed okropnym zimnem panującym w mieście, Giacomo Leopardi, poeta i lunatyk, miał sen. Śniło mu się, że trafił na pustynię i że jest pasterzem. Ale zamiast gnać przed siebie trzodę, siedział wygodnie w kolasce ciągniętej przez cztery śnieżnobiałe owce i to one właśnie były jego trzodą.
Pustynia i okalające ją wzgórza były pokryte drobnym srebrnym piaskiem, który błyszczał jak rój świetlików. Zapadła noc, ale nie było zimno, przeciwnie, wyglądało to na piękną, późnowiosenną noc, więc Leopardi zdjął ciężkie palto, którym się przykrył, i przewiesił je przez drzwiczki kolaski. (…)
Dojechali do końca pustyni, okrążyli wzgórze, u stóp którego był sklep. To była piękna cukiernia, cała z kryształu, i jarzyła się srebrnym światłem. Leopardi spoglądał na wystawę, niezdecydowany co wybrać. W pierwszym rzędzie stały torty we wszystkich kolorach i we wszystkich rozmiarach: zielone torty pistacjowe, malinowe w kolorze purpury, żółte torty cytrynowe, różowe poziomkowe. (…)
Leopardi wsiadł z powrotem do kolaski i kiedy owieczki ruszyły w drogę, zaczął kosztować zakupionych specjałów. Droga zaczęła piąć się w górę, wjeżdżali teraz na wzgórze. Jakkolwiek mogło się to wydawać dziwne, tu również ziemia połyskiwała srebrnym światłem. Owieczki zatrzymały się przed małym domkiem świecącym w mroku. Leopardi wysiadł, zrozumiał bowiem, że dojechał na miejsce, wziął pudełko czekoladek i wszedł do środka. Wewnątrz siedziała na krześle dziewczyna i haftowała na tamborku.
Chodź, czekałam na ciebie, powiedziała dziewczyna. Odwróciła się i uśmiechnęła do niego, a Leopardi ją rozpoznał. To była Silvia. Tylko że teraz była cała srebrna, miała te same rysy co kiedyś, ale była srebrna.
Silvia, droga Silvia, rzekł Leopardi, biorąc ja za ręce, jak cudownie jest ujrzeć cię znowu, ale dlaczego jesteś cała srebrna?
Bo jestem selenitką, odpowiedziała Silvia. Po śmierci przenosimy się na księżyc i stajemy się takimi właśnie.
Ale dlaczego ja też się tu znalazłem, spytał Leopardi, czyżbym umarł?
To nie jesteś ty, rzekła Silvia, to tylko twoje wyobrażenie, ty jeszcze żyjesz na ziemi.
A można stąd zobaczyć ziemię? spyta Leopardi.
Silvia zaprowadziła go do okna, gdzie stała luneta. (…) Zobaczył krzywą wieżę na rozległej łące i krętą uliczkę, przy której stał dom, gdzie paliło się słabe światło. Próbował zajrzeć przez okno i ujrzał skromnie urządzony pokój z kufrem i stołem, na którym leżał zeszyt, obok dopalała się świeczka. W łóżku zobaczył siebie śpiącego pod dwiema kołdrami.
Czy umarłem? spytał Silvii.
Nie, odpowiedziała Silvia, po prostu śpisz i śni ci się księżyc”.

Antonio Tabucci Sny o snach (1997), przełożyła Joanna Ugniewska

 

„Dream of Giacomo Leopardi, poet and moon-lover

One night on the first of December, in 1827, in the beautiful city of Pisa, on via della Faggiola, sleeping between two mattresses to protect himself from the terrible cold that was strangling the city, Giacomo Leopardi, poet and moon-lover had a dream. He dreamed that he was in the desert and that he was a shepherd. But, instead of having a flock that followed him, he was comfortably seated on a buggy pulled by four white sheep, and those four sheep were his flock.
The desert and the hills that bordered it were of very fine silver sand and shone like the light of fireflies. It was night but it wasn’t cold; rather, it seemed a beautiful night in late spring, so Leopardi removed the overcoat that covered him and laid it on the armrest of the buggy. (…)
They came to the end of the desert and circled the hill, at the foot of which was a shop. It was a beautiful pastry shop made entirely of crystal, and it sparkled with silver lights. Leopardi began looking in the window, not sure what to chose. In the first row were cakes of every color and every size: green pistachio cakes, vermilion raspberry cakes, yellow lemon cakes, pink strawberry cakes. (…)
Leopardi got back up on the buggy and, while the sheep were getting underway, he began sampling the delicacies he’d bought. The road had begun to climb, and now was twisting its way up the hill. And, how strange, even that terrain was shining, tlanslucent, and emitting silver flashes. The little sheep stopped in front of a small house that was sparkling in the night. Giacomo Leopardi stepped down because he knew he had arrived, took the box of chocolates and entered the house. Inside, seated on a chair, was a girl embroidering on a hoop.
Come in, I’ve been waiting for you, said the girl. She turned and smiled at him, and Giacomo Leopardi recognised her. It was Sylvia. Only now she was completely silver, she had the same appearance as before but she was silver. Sylvia, dear Sylvia, said Leopardi, taking her hands, how nice it is to see you again, but why are you silver?
Because I am a little Selene. When you die you come to the moon and become like this.
But why am I here too? he asked. Could I be dead?
That you are not, Sylvia said. It’s only an idea you have. You are still on earth.
And can you see the earth from here? Leopardi asked. Sylvia led him to a window where there was a spyglass. (…)
He saw a leaning tower in a large field and, nearby, a winding street and a palace where there was a faint glow. He endeavored to look inside the window and saw a modest room, with a chest of drawers and a table on which there was a notebook, next to which was burning the stump of a candle. In the bed, he saw himself sleeping between two mattresses.
Am I dead? he asked Sylvia.
No, said Sylvia, you are only sleeping and you are dreaming of the moon”.

Antonio Tabucci Dreams of Dreams and The Last Three Days of Fernando Pessoa (1992), translated by Nancy J. Peters

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s