Mistyka odmienności

Jan Możdżyński „Mistyka odmienności” (“Bizarre Mystique”), olej na płótnie, 2018. Wystawa 13. Konkursu Gepperta, galeria BWA Wrocław Główny. Wrocław 2020

Jan Możdżyński „Pomnik Fantazmatów Pragnienia” (“Monument to Fantasies of Desires”), olej na płótnie, 2019.

„Tak brzmiała ta odurzająca mowa. Student Anzelmus myślał: Toż to przecież tylko wiatr wieczorny, szepce jednak dzisiaj zupełnie zrozumiałymi słowami. Ale w tej samej chwili rozdzwonił mu się ponad głową jakby trójdźwięczny akord przeczystych dzwonów z kryształu. Spojrzał w górę i zobaczył trzy lśniące zielonym złotem wężyki, co okręciły się o gałęzie i wysunęły główki ku wieczornemu słońcu. I znowu powtórzyły się w tych samych słowach rozhowory i szeptania, a wężyki przemykały się, prześlizgiwały wśród liści, gałęzi do góry i na dół; a kiedy poruszały się tak szybko, zdało się, że to krzak bzowy sypie tysiącem płomienistych szmaragdów poprzez ciemne liście.

To słońce wieczorne tak igra i lśni na drzewie — myślał student Anzelmus; ale nagle znowu zadźwięczały dzwony z kryształu i Anzelmus zobaczył, że jeden z wężyków wyciągnął ku niemu główkę.

Jakby prąd elektryczny przebiegł mu przez ciało, zadrżał aż do dna duszy, bo oto para ciemnobłękitnych oczu spojrzała nań z niewysłowioną tęsknotą. Jakieś nigdy nie doświadczane uczucie największej błogości i najostrzejszego bólu omal nie rozsadziło mu piersi. A kiedy pełen żaru pożądania wpatrywał się w te przesłodkie oczy, silniej zadźwięczały rozkoszne akordy kryształowych dzwonów, opadły nań płomieniste szmaragdy, otoczyły go, migając wokół tysiącem ogników, igrając błyszczącymi nićmi ze złota. I poruszył się bzowy krzak, i rzekł:

— Leżałeś w cieniu moim, mój zapach owiewał cię, aleś nie pojął mnie: zapach jest mową moją, kiedy go miłość nieci.

Wiatr wieczorny przeleciał i rzekł:

— Owiewałem sny twoje, aleś nie pojął mnie: tchnienie jest mową moją, kiedy je miłość nieci.

Poprzez chmury wyjrzały słoneczne promienie, a blask ich zdawał się gorzeć wyrazami:

— Oblewałem cię żarem roztopionego złota, aleś nie pojął mnie. Żar jest mową moją, kiedy go miłość nieci.

I coraz głębiej, coraz silniej zatapiał się wzrok jego w rozkoszny błękit dwojga oczu, coraz goręcej płonęła tęsknota, coraz potężniej paliło pożądanie. A wkoło zadrżało, poruszyło się wszystko, jak gdyby obudzone do radosnego życia. Kwiaty zapachniały wszystkie razem, a woń ich była jak cudny śpiew tysiąca fletni; a śpiew ich niosły echem dalekim chmury złociste, mknące gdzieś w kraje nieznane.”

E. T. A. Hoffmann Złoty garnek (1814) w: Opowiadania fantastyczne, przeł. Jan Kleczyński (1907)

 

“And so it went on, bewilderingly. It’s only the breeze, thought Anselmus, though this evening it almost seems to be uttering intelligible words. But at that moment a trio of crystal bells seemed to peal out above his head; he looked up and saw three little snakes, gleaming in green and gold, coiled round the branches and stretching their heads towards the evening sun. Then the whispering words began again, and the snakes slithered caressingly up and down through the leaves and branches, and their rapid movements made it seem as through the elder-tree were scattering a thousand sparkling emeralds amid its dark foliage. It’s the sunshine reflected in the leaves, thought Anselmus, but then the bells rang out once more, and he saw the snakes stretching their necks down to him. An electric shock seemed to penetrate his entire body, he trembled inwardly; he stared upwards and saw a pair of magnificent dark-blue eyes looking at him with inexpressible yearning, so that a mixture of supreme happiness and intense pain, which he had never felt before, made his heart almost burst. And as he continued, full of burning desire, to gaze into those lovely eyes, the crystal bells pealed out louder in delightful notes, and the sparkling emeralds descended and enfolded him, flickering around him in innumerable tiny flames and shimmering gold threads. The elder-tree stirred and spoke: You lay in my shade, surrounded by my fragrance, but you did not understand me. The fragrance is my language, when it is kindled by love. The wind swept past, saying: I stroked your temples, but you did not understand me; the breeze is my language, when it is kindled by love. Rays of sunshine broke through the clouds, and their burning light seemed to say: I poured my blazing gold upon you, but you did not understand me; the blaze is my language, when it is kindled by love. And as Anselmus gazed ever more deeply into those magnificent eyes, his yearning grew more intense, his desire more ardent. Then everything around him began to stir, as though waking into joyful life. The flower cast their fragrance upon him like the wondrous singing of a thousand flute-like voices, and the echo of their song was borne away to far lands by the sunset clouds.”

E. T. A. Hoffmann The golden pot, and other tales translated by Ritchie Robertson (1992)

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s